Przekaż 1% Fundacji im. Hanki Bożyk

Nr KRS: 0000362270

Nr konta:

20 1240 2135 1111 0010 3448 4680

StartNagrody FundacjiNagrody Fundacji im. Hanki Bożyk 2015

Nagrody Fundacji im. Hanki Bożyk 2015

10 lutego 2015 roku Fundacja nagrodziła bohaterów, którzy w roku 2014 uratowali ludzkie życie.

Z listy 10 kandydatów trzy równorzędne nagrody otrzymali: Joanna Mendrala,  Jacek Taradajczyk i Tomasz Grądalski.

Jednocześnie Kapituła Fundacji przyznała dwa indywidualne wyróżnienia: Jerzemu Wilkowi i Robertowi Bozińskiemu, a także wyróżnienie zbiorcze dla Drużyny Szpiku z Poznania przekazane na ręce Szefowej Drużyny, pani Dorocie Raczkiewicz.

Wszystkim nagrodzonym, wyróżnionym oraz nominowanym do Nagrody serdecznie gratulujemy.

Joanna Mendrala – kierowca autobusu w Rzeszowie
Dochodzi godzina 6 rano, autobus czeka na przystanku na pierwszych pasażerów.
Wsiada młody chłopak, zajmuje miejsce siedzące, wyjmuje telefon komórkowy, bawiąc się nim. Nagle po minucie czy parę sekund później zsuwa się na podłogę.
Kierowca, a jest nim 26-letnia dziewczyna, wybiega z kabiny, podchodzi do chłopaka i sprawdza, co się stało. Nie czuje ani pulsu ani oddechu. Jej pierwszy odruch: połączyć się z dyspozytorem, a następnie z pogotowiem; w obu przypadkach brak odpowiedzi.
Dziewczyna postanawia więc szukać pomocy w drugim autobusie, który właśnie przyjechał na przystanek. Jak się okazało miał on sprawną radiostację, wezwał więc pogotowie ratunkowe i pomógł dziewczynie w ułożeniu chorego na podłodze w pozycji ułatwiającej reanimację.
Dziewczyna sama opadając z sił reanimowała chorego aż do przyjazdu karetki pogotowia. Trwało to 20 minut. Gdy reanimację przejęli ratownicy chory wciąż żył. Podłączona aparatura po dziesięciu minutach przywróciła mu oddech. Zawieziono go do najbliższego szpitala. Przeżył. Niewątpliwie zawdzięcza życie dziewczynie – kierowcy.
Za to dziewczyna była w szoku, nawet wtedy, gdy pogotowie już odjechało. Pierwszy raz w życiu musiała stawić czoło losowi. Było to wyzwanie wyczerpujące i trudne, ale mu sprostała, przyczyniając się do uratowania życia chorego.

Jacek Taradajczyk – policjant z Chojnowa
20 lipca 2014 roku odpoczywał wraz z żoną na terenie ośrodka wypoczynkowego w miejscowości Rokitki niedaleko Chojnowa. Ośrodek położony jest nad zbiornikiem wodnym pełniącym funkcję jeziora.
Był dzień wolny od pracy (niedziela), nad jeziorem było więc tłoczno (kilkaset osób). Także w wodzie pływało, bądź „pluskało się” kilkanaście osób. Widok typowy dla letniego, ciepłego dnia.
Nagle Taradajczyk zauważył wystającą z wody kilkadziesiąt metrów od brzegu jeziora, rękę z okularami i jednocześnie usłyszał przeraźliwe wołanie kobiety: „co się dzieje?” Po chwili ręka zniknęła pod wodą.
Po błyskawicznej konsultacji ze swoją żoną Taradajczyk skoczył do jeziora i popłynął  w kierunku prawdopodobnego utonięcia człowieka. W tym czasie inni kąpiący się zaczęli wychodzić z jeziora. Tylko żona Taradajczyka popłynęła za mężem.
Ten, gdy dopłynął na miejsce zdarzenia zanurkował i na głębokości 2-3 metrów zauważył opadające wolno ciał mężczyzny. Objął go w pasie i wyciągnął na powierzchnię jeziora. Mężczyzna nie dawał oznak życia, był siny. Do brzegu nie było blisko, a woda w tym miejscu głęboka (ok. 10 metrów).
Taradajczykowi zaczęła pomagać żona, ale i tak napotkali na kłopoty w holowaniu bezwładnego mężczyzny do brzegu. Zaczęli więc krzyczeć i wołać. Niestety, nikt nie kwapił się z pomocą. Dopiero w ostatniej fazie, do wody skoczyło dwóch chłopców, wspólnie z Taradajczykami wyciągnęli na brzeg topielca.
Zastosowane procedury przywróciły mężczyźnie oddech, po pewnym czasie odzyskał przytomność.
Okazało się, że nie umiał pływać, idąc po dnie jeziora w pewnej chwili utracił grunt i zaczął tonąć.
Nad wodą odpoczywał z żoną.
Jacek Taradajczyk jest sierżantem sztabowym, pracuje w policji od piętnastu lat. Jest człowiekiem młodym.
Jego czyn nie wymaga komentarza. Uważa, że postąpił tak, jak powinien był postąpić. W ośrodku wypoczynkowym nie było niestety ratownika. Taradajczyk spełnił więc jego rolę. Gdyby tego nie zrobił mężczyzna z pewnością utonąłby. Pogotowie ratunkowe przyjechało z Chojnowa dopiero po dłuższej chwili.

Tomasz Grądalski z Ochotniczej Straży Pożarnej w Libuszy     
Często uczestniczy w akcjach ratowniczych, ale jego wyczyn w roku 2014 zasługuje na szczególne wyróżnienie.
Zdarzenie miało miejsce 16 maja 2014 roku w rejonie zabudowań Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w miejscowości Libusza podczas prowadzonych działań ratowniczych związanych z usuwaniem skutków gwałtownych opadów deszczu przez jednostki OSP z Libuszy i Korczyny. Około godz. 22.50 druh Tomasz Grądalski uczestniczący w akcji zauważył, że idąca wzdłuż ogrodzenia szkoły starsza kobieta, nagle zachwiała się i wpadła do przydrożnego rowu znikając pod wodą. Bez chwili wahania strażak Grądalski wskoczył do wody i wyciągnął ją na powierzchnię oraz udzielił niezbędnej pomocy. Dzięki jego determinacji 67-letnia kobieta przeżyła. Na podkreślenie zasługuje fakt, że wskoczył do wody w pełnym umundurowaniu bojowym, które w znacznym stopniu ograniczało mu ruchy i utrudniało poruszanie się w wodzie oraz prowadzenie akcji ratunkowej.
To bardzo skromny strażak. Uczestniczył już w niejednej trudnej akcji ratowniczej. W OSP Libusza jest już prawie 20 lat. Uratowaną była mieszkanka tej miejscowości.
Nawet nie pamiętam dokładnie kiedy to było, wspomina dziś Grądalski.  Było bardzo ciemno, miejsce nieoświetlone, intensywnie padał deszcz. Byłem kilka metrów od głębokiego na trzy metry potoku, nazywa się tutaj Szkolny, bo jest przy szkole. To z tego potoku woda wystąpiła  z brzegów, zalewając drogę, chodnik i przydrożne rowy. Kobieta szła po zalanym chodniku wzdłuż rowu. W ciemnościach poślizgnęła się i wpadła do głębokiego dołu wypełnionego wodą. To były sekundy, wskoczyłem bez namysłu. Krótki czas przebywania pod wodą nie spowodował u niej utraty przytomności, a jedynie duży stres, udało się ją uratować i to jest najważniejsze. Ile to trwało, nie wiem – mówi Tomasz Grądalski.
Zawsze można liczyć na jego pomoc i gdy tylko zawyje strażacka syrena biegnie natychmiast do akcji, mówią koledzy strażaka. To nie jedyna jego bohaterska akcja. Ratował również ludzi podczas pożaru, wynosząc ich z płonących budynków. Niestety, w jednym przypadku okazało się, że osoba już nie żyła i to była najsmutniejsza jego akcja, którą uznaje za porażkę.

Jerzy Wilk – policjant z Olkusza
W dniu 30 listopada 2014 roku pełnił  służbę w Komisariacie Policji w Krzeszowicach. Wiadomość o zaginięciu dziecka w Racławicach nadeszła o godzinie 810. Parę minut później        (o 815) wyjechał do miejsca zdarzenia w Racławicach. Był tam już jeden patrol policji z Krzeszowic, dwa patrole policji z Krakowa i pięć jednostek straży pożarnej (ochotniczej i zawodowej). Dziecka jeszcze nie znaleziono.
Dopiero po kilkudziesięciu minutach nadeszła wiadomość, że dziecko  znajduje się w jednym z domów w Racławicach. Jerzy Wilk udał się tam natychmiast, bez chwili wahania. Zastał wielu policjantów i strażaków, w tym zastępcę Komendanta Komisariatu Policji w Krzeszowicach Michała Godynia, będącego jednocześnie druhem Ochotniczej Straży Pożarnej w Czernej (gmina Krzeszowice). W mieszkaniu było też wiele osób postronnych.
Dziecko półnagie leżało na podłodze, przy czym (na szczęście) akcji jego ratowania jeszcze nie rozpoczęto, trwały bowiem dyskusje od czego ją rozpocząć; od owinięcia kocami w celu ogrzania, od ciepłej kąpieli, od masowania ciała, zwłaszcza nóg i rąk, czy też od wsadzenia dziecka pod kołdrę na wersalce.
Jerzy Wilk, który ukończył  szkolenie w zakresie udzielania dzieciom pierwszej pomocy przedmedycznej, przejął od swojego szefa w Komisariacie Policji w Krzeszowicach   funkcję kierowania akcją ratowania dziecka.
Na początek wyproszono ludzi z pomieszczenia, w którym znajdowało się dziecko, następnie wyznaczono funkcjonariusza policji, który rozpoczął resuscytację krążeniowo-oddechową u odnalezionego chłopca.
Stan chłopca był bardzo ciężki; brak oddechu, klatka piersiowa nie podnosiła się, chłopiec nie reagował na żadne bodźce zewnętrzne, w dotyku był zimny i nieprzytomny, na tętnicy szyjnej nie było wyczuwalnego tętna.
Jerzy Wilk rozpoczął masowanie serca, przez uciskanie mostka jedną dłonią w tempie 100 na minutę, przedzielając je 2-ma wdechami na 30 ucisków mostka. Proces ten trwał 10-15 minut.
W międzyczasie przybył zespół ratowników medycznych z SOR Jerzmanowice. Jeden z ratowników zmienił Wilka i kontynuował masaż serca. Drugi ratownik przy pomocy worka samorosprężalnego przejął oddychanie, a następnie podawał dziecku tlen przez maskę.
Akcja ratowania przedłużała się, gdyż helikopter Pogotowania Ratunkowego z Krakowa nie mógł przylecieć ze względu na złą pogodę. Jerzy Wilk poprosił więc koordynatora Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego o przysłanie z Olkusza karetki specjalistycznej. Przyjechała ona po 20 minutach.
Koordynator akcji ratowniczej z Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego przekazał za pośrednictwem radiotelefonu zespołowi medycznemu karetki polecenie, by przez całą drogę do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu kontynuować masaż serca i podawanie tlenu.
Dzięki tak przeprowadzonej akcji dziecko udało się uratować, w czym niebagatelną rolę odegrał aspirant Jerzy Wilk.
Nie pozostało to zapewne bez wpływu na jego awans na stanowisko Zastępcy Naczelnika Wydziału Kryminalnego KPP w Olkuszu.

Robert Boziński – mistrz walki w stylu krav maga z Częstochowy
Wyróżnienie otrzymał za spontaniczną obronę pasażerów tramwaju przed sześcioma chuliganami. Będąc pod wpływem alkoholu wtargnęli oni do wagonu w Częstochowie i zaczęli wpierw słownie obrażać pasażerów, a następnie zastosowali przemoc wobec niektórych z nich.
Robert Boziński usiłował awanturnikom przemówić do rozsądku, a gdy to nie pomogło błyskawicznie powalił wszystkich na podłogę. Zanim przyjechała wezwana policja, czterem chuliganom udało się uciec, ale pozostałych dwóch Boziński oddał w ręce patrolu.
Ostatecznie wszyscy zostali zidentyfikowani i ukarani.

Dorota Raczkiewicz – Prezes Drużyny Szpiku
Ratująca nieprzerwanie życie chorującym na białaczkę poprzez szukanie potencjalnych dawców szpiku. Niekiedy jest to zadanie trudne, bądź wręcz niemożliwe do wykonania, zwłaszcza gdy chory ma niezwykle rzadką grupę krwi.
Dlatego też Drużyna Szpiku z Poznania, działająca w ramach fundacji Dar Szpiku prowadzi zakrojoną na szeroką skalę akcję wśród młodzieży, sportowców i innych grup ludności. Chodzi o to by zidentyfikować potencjalnych dawców szpiku, poznać ich grupę krwi i przekonać do udzielenia pomocy w koniecznych przypadkach.
Sukcesy Drużyny Szpiku budzą szacunek i podziw, nie tylko w Poznaniu lecz także w skali kraju. Gratulujemy pomysłów i osiągnięć w ratowaniu życia ludzkiego.

Goście na stronie

1049280
dziś
wczoraj
ogółem
158
374
1049280

Internauci o pogotowiu

Facebook

Kalendarium


Dzisiaj jest: Środa
18 Lipca 2018
Imieniny obchodzą
Arnold, Arnolf, Erwin, Erwina, Kamil,
Karolina, Robert, Roberta, Szymon,
Unisław, Wespazjan

Do końca roku zostało 167 dni.
Zodiak: Rak

Kompozycje Piotra Figla

Podziękowania dla Piotra Figla za udostępnienie
swoich kompozycji.