Przekaż 1% Fundacji im. Hanki Bożyk

Nr KRS: 0000362270

Nr konta:

20 1240 2135 1111 0010 3448 4680

StartKsiążka "Hanka Miłość Polityka"Zamach polityczny na Gierka

Zamach polityczny na Gierka


Formalnie Gierek wciąż był I sekretarzem i zgodnie z obowiązującymi regułami to do niego należało podejmowanie najważniejszych decyzji. Faktycznie Gierkowi tylko podsuwano do podpisu decyzje podejmowane gdzie indziej.

Nie znaczy to jednak, że Gierek nie miał już na kim oprzeć się politycznie. Do jego ludzi należeli wciąż premier Edward Babiuch, minister spraw wewnętrznych Stanisław Kowalczyk i kilku innych. Wypoczęty, z nowymi siłami Gierek rwał się na Wybrzeże. Uważał, że dogada się z robotnikami i ich przywódcą Lechem Wałęsą. Wierzył w swoją charyzmę i zdolności do porozumienia się nawet w bardzo trudnych okolicznościach.

Ale przedtem Gierek postanowił spotkać się z Kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Obaj darzyli się sympatią, w latach siedemdziesiątych spotykali się wielokrotnie.

Pierwsze spotkanie Gierka z Kardynałem miało miejsce na początku dekady. Ale zanim do niego doszło Gierek posłał do Wyszyńskiego Piotra Jaroszewicza. Chodziło o stworzenie przyjaznej atmosfery dla spotkania na najwyższym szczeblu. Jaroszewicz przyniósł zgodę władz na zbudowanie pięćdziesięciu świątyń. Złożył też deklarację o gotowości rozpoczęcia ścisłej współpracy między państwem a Kościołem.

Kardynał Stefan Wyszyński ucieszył się oczywiście z tego, co usłyszał, z zadowoleniem przyjął też zgodę na budowę nowych świątyń. Po latach napięć w stosunkach między państwem a Kościołem nadchodziły nowe czasy. Tym samym przyjazny klimat dla pierwszego spotkania Edwarda Gierka z najważniejszą osobą w polskim Kościele został stworzony.

Spotkanie to odbyło się w gmachu Sejmu; wszystkie spotkania Gierek – Wyszyński odbywały się zresztą w tym miejscu. Był to teren neutralny, najwłaściwszy dla tego typu spotkań. Obaj Panowie czuli się tu najswobodniej.

Gierek od samego początku darzył Stefana Wyszyńskiego wielkim szacunkiem i tak było do końca. Ubolewał nad postępowaniem wobec Kościoła swoich poprzedników. Przepraszał Kardynała za to wielokrotnie. Stefan Wyszyński uważał, że Gierek jest szczery w swoich wypowiedziach. Szybko zresztą Kościół przekonał się, że deklaracje Gierka nie były bez pokrycia.

We wrześniu 1980 roku Gierek chciał poradzić się Kardynała, co powinien w zaistniałej sytuacji uczynić. Zdawał siebie sprawę z przygotowań poczynionych przez S. Kanię i W. Jaruzelskiego dotyczących zmiany na stanowisku Pierwszego Sekretarza. Zaprosił więc Kardynała Wyszyńskiego do pałacyku w Natolinie, ale pałacyk został przez Kanię zamknięty, samochody zawrócono, wobec czego Gierek zaprosił Kardynała dla Klarysewa, gdzie mieszkał.

Kardynał Wyszyński niedwuznacznie wskazał Gierkowi na zagrożenia ze strony jego najbliższych współpracowników; to oni chcą Pana usunąć ze stanowiska, ich niech się Pan najbardziej obawia – powiedział. Nie padły wprawdzie nazwiska Stanisława Kani i Wojciecha Jaruzelskiego ale Gierek nie miał wątpliwości o kogo chodzi.

Jeszcze przed wyjazdem na urlop w czasie jednej z moich rozmów z Gierkiem do jego gabinetu wszedł nagle minister spraw wewnętrznych, Stanisław Kowalczyk. Takie zachowanie świadczyło o nadzwyczajnej ważności spraw, które chciał przedstawić Gierkowi. Spojrzał na mnie wymownie, jakby chciał mnie wyprosić, ale Gierek odezwał się: - Paweł jest wprowadzony w sprawy, może wziąć udział w naszej rozmowie.

- Chciałem was poinformować oficjalnie, że Wałęsa to nasz człowiek, współpracujemy z nim, także finansowo, już od siedmiu lat – oświadczył Kowalczyk. - Jestem więc pewien, że się dogadamy.

- To dobrze - odpowiedział Gierek. - Rozmawiajcie z nim, nie róbcie mu krzywdy. Sam myślę, czy nie wybrać się na Wybrzeże, ale to chyba jeszcze za wcześnie. Niech Jagielski wpierw podpisze z Wałęsą porozumienie, a wtedy zobaczy się, w każdym razie dopuszczam taką możliwość.

Ja również zgłosiłem gotowość wyjazdu na Wybrzeże, tym bardziej, że w negocjacjach po stronie rządowej brało udział kilku członków mojego Zespołu Doradców Naukowych I sekretarza. Próbowałem to zasugerować Kani, który decyzje w tej sprawie podejmował osobiście. - Na razie nie jesteście potrzebni, gdy taka potrzeba zaistnieje, będę pamiętał, że jesteście gotowi – odpowiedział Kania.

Szybko zorientowałem się, że stosunek Kani do mnie stał się nagle oficjalny i sztywny. Najwyraźniej wiedział już o moich rozmowach z Gierkiem jeszcze przed urlopem dotyczących odsunięcia jego i Jaruzelskiego od władzy. Widocznie już wtedy gabinet I sekretarza był na podsłuchu.

Teraz nie tylko podsłuchiwali oni Gierka, lecz także kazali skierować od razu do siebie połączenia telefoniczne z gabinetem Gierka. Gierek siedział więc samotnie, w ciszy i bezczynnie. Sytuacja taka trwała około tygodnia. Ostatniego dnia Gierek zadzwonił i poprosił mnie do siebie.

- Wczoraj – powiedział – przypomniałem sobie rozmowę z tobą chyba sprzed dwóch lat, gdy powiedziałeś mi, że wkrótce zostanę wyrzucony ze stanowiska przez kolegów z Biura Politycznego. Wydaje mi się, że właśnie nadszedł ten moment. Siedzę tu sam, nikt do mnie nie dzwoni i nikt nie przychodzi. Widać, ktoś inny już rządzi partią, ktoś inny rządzi Polską. Nawet Jurek Waszczuk przychodzi rzadziej. Siedząc tak samotnie, wpadłem na pomysł, byśmy jutro obaj polecieli do Gdańska i spotkali się z Wałęsą. Zaraz zamówię samolot. Powiem Wałęsie, że jako I sekretarz, jestem nim przecież nadal, bo nikt mnie ze stanowiska oficjalnie nie zdjął, zgadzam się na w pełni demokratyczne wybory. Zobaczymy, jaka będzie reakcja, mam nadzieję, że pozytywna. Pokrzyżuję Kani i Jaruzelskiemu ich plany, bo jestem pewien, że oni coś knują przeciwko mnie. Wylot o dziewiątej.

Żadnego wylotu do Gdańska ani o dziewiątej, ani później jednak nie było. Następnego dnia, gdy tylko włączyłem radio, usłyszałem komunikat, że I sekretarz KC PZPR Edward Gierek poczuł się źle i został zabrany na oddział kardiologiczny w Aninie. Przecież jeszcze wczoraj Gierek był w doskonałym stanie fizycznym - pomyślałem. Nie skarżył się na żadne dolegliwości, a czynił to zawsze, gdy miał jakiekolwiek kłopoty ze zdrowiem. Było dla mnie jasne, że Gierek zapadł na tzw. chorobę polityczną.

Dzień, w którym objawy tej „choroby” wystąpiły w całej pełni, był najlepszy z możliwych dla Kani i Jaruzelskiego, a więc inicjatorów zmiany na stanowisku I sekretarza. W tym dniu odbywało się bowiem posiedzenie Sejmu, większość członków i zastępców członków KC PZPR była więc w Warszawie. Wystarczyło tylko na wieczór zwołać posiedzenie nadzwyczajnego Plenum KC PZPR i odwołać Gierka z funkcji I sekretarza. Tak też się stało. Późnym wieczorem na nadzwyczajnym plenum KC PZPR Edward Gierek został zastąpiony przez Stanisława Kanię. Sprzeciwów nie było, sala przyjęła w milczeniu propozycję i ją przegłosowała. Uzasadnienie: ciężki stan zdrowia Gierka, sytuacja polityczna w kraju napięta, nie można więc czekać, aż wyzdrowieje.

Wiedziałem, że lada dzień ja także padnę ofiarą tej samej choroby. Moim zadaniem było przecież wzmacnianie pozycji politycznej Gierka poprzez dostarczanie mu prawdziwych informacji. Informacje te otrzymywali, co prawda, także inni członkowie Biura Politycznego, w tym Kania i Jaruzelski, ale oficjalnie ich odbiorcą był wyłącznie Gierek.

- Nie sadzisz, że najważniejsze z tych raportów należałoby jak najszybciej opublikować w formie książki? - zapytał mnie pewnego dnia profesor Andrzej Werblan, który w tym czasie był sekretarzem KC PZPR, człowiek bardzo wykształcony, świetnie władający piórem, autor wielu książek i artykułów. - Co zrobisz, jak te raporty znikną, ktoś je zabierze, a może nawet zniszczy. Nikt nigdy nie dowie się, o czym Gierek, a razem z nim Kania i Jaruzelski byli informowani. Dla ciebie raporty przygotowywane dla Gierka też będą miały ważkie znaczenie.

Zgodziłem się z tymi argumentami. Raporty opublikowano w formie maszynopisu. Przygotowano kilkadziesiąt egzemplarzy, część z nich rozesłano do bibliotek uniwersyteckich, część pozostawiono w KC , resztę zabrali członkowie Zespołu Doradców Naukowych. Potem materiały te bardzo się przydały. Profesor Werblan miał więc świetny pomysł; nieprzypadkowo zresztą, był człowiekiem niezwykle doświadczonym, jadł chleb z niejednego pieca politycznego, wiedział więc, jak mi pomóc.

Nie ulegało wątpliwości, że zmiana na stanowisku I sekretarza była niczym innym, jak swego rodzaju politycznym zamachem stanu o charakterze policyjno-wojskowym. Kania odpowiedzialny był bowiem w partii za służby policyjne i bezpiekę, Jaruzelski – za wojsko. Hasłem do tej zmiany był zamiar wyjazdu Gierka na Wybrzeże do Wałęsy. A co byłoby, gdyby Gierek z nim się dogadał? Istniały na to wielkie szanse. Do chwili odwołania ze stanowiska Gierek właściwie pozostawał poza krytyką; główne jej ostrze kierowane było na rząd. Gierek mógł więc łatwo znaleźć odpowiedzialnych za kryzys, zdjąć ich ze stanowisk, powołać na nie także fachowców z grona krytyków i wziąć stery w swoje ręce. Wypoczęty na Krymie Gierek wykazywał wiele energii i inicjatywy w kierunku zrealizowania takiego posunięcia. Na to inicjatorzy zamachu politycznego nie mogli pozwolić.

Co dziwne, Gierek niemal do końca uważał, że Kania i Jaruzelski to jego najbardziej zaufani ludzie, oddani mu politycznie w stu procentach. Oceniał ludzi swoją miarą. Sam był ulepiony z innej gliny niż jego partyjni współpracownicy, którzy po to zostali członkami partii, a następnie funkcjonariuszami w aparacie partyjnym, by zdobyć władzę. Innymi słowy, celem ich działalności było dotarcie do najwyższych stanowisk w partii i państwie. W tym dążeniu byli bezwzględni, eliminując z gry każdego rywala.

Gierek był natomiast wynoszony do pełnienia coraz ważniejszych funkcji w partii przez zachodzące wydarzenia. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pasował coraz bardziej do czasów, które nadchodziły. Szybko uznano go na Śląsku za dobrego gospodarza, popierał działalność gospodarczą, która mieszkańcom tego regionu, zwłaszcza jego najważniejszych miast, ułatwiała życie. Gierek często widywany był wśród ludzi, zwłaszcza górników, uważany był przez nich za swego. Panowała opinia, że nauczył się tego na Zachodzie, pracując ciężko w Belgii, a następnie we Francji.

To ta opinia zdecydowała w 1970 roku o przywiezieniu go do Warszawy przez Kanię i Szlachcica w związku z odwołaniem Władysława Gomułki ze stanowiska I sekretarza. Gierek długo bronił się przed wyborem na miejsce Gomułki, jakby przeczuwając, że „starzy” gracze polityczni chcą go wykorzystać, żeby wypełnić lukę po Gomułce. Pasował im bardzo do polityki, którą zamierzali prowadzić. Był bowiem człowiekiem Zachodu, znał język obcy, był dynamiczny, wsławił się tym, że dużo budował i dobrze gospodarował. Był więc odpowiednim człowiekiem na lata siedemdziesiąte.

Gierkowi bliska była idea przyspieszenia tempa rozwoju polskiej gospodarki; wiedział, że w warunkach stagnacji niczego nie da się zrobić. Nie przywiózł jednak ze sobą ze Śląska gotowej koncepcji polityki realizowanej potem w latach siedemdziesiątych. Polityka ta powstała już po przyjeździe Gierka do Warszawy w latach 1971-1972. Gierek szybko poparł ją i uznał za swoją, bo był przekonany, że w nadchodzących czasach może ona Polsce wiele pomóc.

Polska końca lat sześćdziesiątych była kryta strzechą, z drewnianymi opłotkami, wozami ciągnionymi przez konie i dwuhektarowymi gospodarstwami. Prawie zawsze zachodnie audycje telewizyjne o Polsce zaczynały się od takiej właśnie przebitki. Nie znaczy to, że w latach sześćdziesiątych Polska w ogóle się nie rozwijała i niczego nie zbudowała. Znaczy jedynie, że to, co zrobiono, nie wystarczyło, by zmienić stereotyp Polski w świecie. Gomułkę zastąpiono na stanowisku I sekretarza dlatego, że jego rządy utrwalały zacofany obraz kraju.

Gierek wylansowany został przez środki masowego przekazu jako człowiek przebojowy i śmiały, otwarty na największe wyzwania. W rzeczywistości był nieśmiały, a zarazem skromny. Telewizja pokazywała go stale jako supermena, ubranego w dobrze skrojone, eleganckie garnitury, ciągle inne, kolorowe krawaty i wyglancowane buty. Miałem nawet wrażenie, że w tym ubiorze Gierek czuł się skrępowany. Gdy poznał mnie bliżej, często w czasie rozmów pozwalał sobie na zdjęcie marynarki, a nawet raz czy dwa wyciągnął nogi na stoliku, żeby je rozprostować. Niestety, nie udało mi się przekonać ludzi odpowiedzialnych za medialny obraz Gierka, by od czasu do czasu pokazać go jako normalnego człowieka, ubranego swobodnie i mówiącego bez kartki. Parę razy próbowano to zrobić, ale na kilometry pachniało sztucznością.

Gierek miał dwie twarze; jedną tę oficjalną, utrwalaną codziennie przez telewizję, i drugą prywatną, znaną tylko rodzinie i najbardziej zaufanym współpracownikom. Różnice dotyczyły przy tym nie tyle wyglądu, co odbioru społecznego. W obu przypadkach Gierek prezentował się okazale, był wysoki, przystojny, zawsze dobrze ostrzyżony, na ogół uśmiechnięty. Prezentowany oficjalnie budził respekt i szacunek, był jednak na dystans od zwykłego Polaka. Prywatnie emanował ciepłem człowieka przyjaznego ludziom, zatroskanego ich problemami, cieszącego się z ich szczęścia i bolejącego nad niepowodzeniami. Położenie akcentu na polityce społecznej, a więc na tworzeniu nowych miejsc pracy, by każdy chętny do pracy mógł ją znaleźć, na podnoszeniu zarobków, by starczały one na zaspokojenie najważniejszych potrzeb, na ochronie zdrowia, by każdy mógł skorzystać z pomocy lekarskiej, na stworzeniu odpowiedniego systemu emerytalnego, by na koniec życia ludzie nie przymierali głodem, nie wynikało więc z hołdowania odpowiednim zasadom tej polityki, ale z głębokiego przekonania, iż tylko takie rozwiązania są słuszne.

W mojej współpracy z Gierkiem wydzielić można było dwa etapy - pierwszy, raczej oficjalny i drugi zawierający wiele elementów półprywatnych, a niekiedy wręcz prywatnych. Pierwsze dni współpracy były sympatyczne, ale nie wykraczały poza zakres urzędowy. Ze względu na różnicę wieku i pozycji służbowych nie mogło być inaczej. Gierek starał się zawsze dystans ten zminimalizować, np. zawsze pytając, czego bym się napił. Na ogół siadaliśmy obaj przy niskim stoliku na fotelach, by można było porozmawiać wygodnie i bezpośrednio, twarzą w twarz. Miał wciąż przed oczyma wizytę z ministrem Witoldem Trąmpczyńskim u Rydygiera, który rozparty na krześle za biurkiem przez kilkanaście minut nie poprosił ich nawet, żeby usiedli. Gierkowi to się nigdy nie zdarzyło.

Z biegiem czasu dystans między Gierkiem a mną malał; oczywiście z inicjatywy I sekretarza. Ostatnie lata współpracy były wyjątkowo sympatyczne. Miałem dostęp do szefa bez ograniczeń, prawie zawsze. Mogłem też rozmawiać z nim na każdy temat. Gierek demonstrował zaufanie do mnie, wiedział, że nie wynoszę poza gabinet spraw będących przedmiotem rozmów. Spory ich procent nie docierał nawet do Jurka Waszczuka, chyba, że dowiadywał się on o nich od samego szefa.

Zgodnie z ustalonymi zasadami nie byłem politykiem, lecz osobistym asystentem (doradcą) Edwarda Gierka. Moją rolą nie było więc polityczne oddziaływanie na podmioty gospodarcze, od przedsiębiorstw począwszy, a na ministerstwach i Komisji Planowania skończywszy. Nie przekazywałem nikomu poleceń Biura Politycznego, plenów i zjazdów partii, lecz jedynie informowałem Gierka o tym, co dzieje się w polskiej gospodarce, zwłaszcza, jak na tę gospodarkę oddziałują przemiany w gospodarce światowej, w handlu międzynarodowym, w koniunkturze.

Za swą pracę byłem oceniany tylko przez Gierka. Na bieżąco dawał mi do zrozumienia, czy jest zadowolony z mojej pracy, czy też nie. Tak było do ostatnich dni.

Zwolnienie Edwarda Gierka ze stanowiska I sekretarza nie oznaczało mojego natychmiastowego odejścia z pracy. Kania i Jaruzelski chcieli zachować pozory przyzwoitości, przecież obaj otrzymywali raporty przygotowywane przeze mnie i przez Zespół Doradców Naukowych. Byłem więc nadal zapraszany do gabinetu, w którym od chwili wyboru urzędował następca Gierka – Stanisław Kania. Często spotykałem tu Wojciecha Jaruzelskiego, ale przeważnie Kania był sam.

Zmieniło się jednak miejsce biurka I sekretarza; o ile Gierek siedział tuż przy drzwiach wejściowych do gabinetu, o tyle Kania wybrał miejsce w środku gabinetu, przy ścianie z prawej strony. Wchodzący musiał więc pokonać spory dystans, zanim dotarł do jego biurka.

Inna była też pora spotkań; Gierek preferował przedpołudnie, Kania – późny wieczór, na ogół około dwudziestej drugiej. Także tematyka rozmów była inna; Gierek wolał rozmawiać o problemach strategicznych, Kania – operacyjnych. Wymuszała to odmienna sytuacja gospodarcza i polityczna. Atmosfera w kraju stawała się coraz bardziej nerwowa. Robotnicy strajkowali bez przerwy, na granicy z Polską stała Armia Czerwona, brakowało mięsa i wędlin, a symboliczny ocet stawał się coraz powszechniejszą dekoracją sklepów spożywczych.

Współpraca z Kanią była w każdym calu inna niż z Gierkiem, bardziej oficjalna i sztywna. Z formalnego punktu widzenia wszystko było w porządku. Kania starał się zachowywać fair. Może tylko bardzo późna godzina spotkań ciążyła mi coraz bardziej. Rozmowy w cztery oczy trwały na ogół godzinę i więcej, coraz częściej więc wracałem do domu po północy.

Hanka była ledwie żywa, zawsze jednak cierpliwie na mnie czekała. Nie przygotowywała kolacji, wiedziała, że coś zjadłem w pracy. Na jakiekolwiek rozmowy było za późno, Hanka zaraz kładła się do łóżka, ja też. I tak mijały tygodnie. Na rozmowy mieliśmy niedziele, na ogół wieczorem. Przedpołudnie starałem się poświęcić Piotrkowi, który chodził do liceum na Saskiej Kępie. Uczył się nieźle, w każdym razie, gdy ja przychodziłem na wywiadówki, nauczyciele na niego się nie skarżyli.

Pytanie, które Hanka zadawała mi prawie codziennie, brzmiało mniej więcej tak: - Jak długo to jeszcze potrwa – ta napięta sytuacja w kraju i twoja szamotanina?

Odpowiedź też właściwie miałem tylko jedną: - Nie wiem i nikt tego nie wie. Spokój może skończyć się jutro, a może jeszcze potrwać miesiące i lata. O wszystkim zdecyduje zapewne przypadek. Na ogół w takich sytuacjach odgrywa rolę najważniejszą.

Wiedziałem jednak, że niezależnie od tego, co się stanie w kraju, nie mogę dłużej pozostawać w tej pracy. Im później rozstanę się z polityką, tym gorzej. Dlatego też w czasie któregoś spotkania z Kanią napomknąłem, iż chciałbym się poświęcić wyłącznie nauce.

- A może chcecie zostać dyplomatą? Mamy wolne stanowisko ambasadora w Austrii, nadajecie się na to stanowisko; znacie języki obce, potraficie się odpowiednio zachować. Co myślicie o tym? - zapytał Kania.

- Bardzo dziękuję – odpowiedziałem - ale to nie dla mnie, z wielu powodów nie mogę przyjąć tej propozycji.

Wkrótce otrzymałem zgodę na rozwiązanie umowy, mogłem więc skupić się tylko na pracy w SGPiS. Hanka na szczęście nie ucierpiała zawodowo na tej zmianie; Polski Instytut Spraw Międzynarodowych nie próbował jej dokuczyć.

Za to liceum, w którym uczył się Piotrek, postanowiło odegrać się na nim za polityczne grzechy ojca. Gdy przyszedłem na wywiadówkę tuż po zmianie pracy, okazało się, że Piotrek nie jest już dobrym uczniem, tylko bardzo złym i to pod każdym względem. Podjęliśmy więc błyskawicznie decyzję o przeniesieniu go do innego liceum, które Piotrek ukończył z oceną bardzo dobrą.

Goście na stronie

1049304
dziś
wczoraj
ogółem
182
374
1049304

Internauci o pogotowiu

Facebook

Kalendarium


Dzisiaj jest: Środa
18 Lipca 2018
Imieniny obchodzą
Arnold, Arnolf, Erwin, Erwina, Kamil,
Karolina, Robert, Roberta, Szymon,
Unisław, Wespazjan

Do końca roku zostało 167 dni.
Zodiak: Rak

Kompozycje Piotra Figla

Podziękowania dla Piotra Figla za udostępnienie
swoich kompozycji.