Przekaż 1% Fundacji im. Hanki Bożyk

Nr KRS: 0000362270

Nr konta:

20 1240 2135 1111 0010 3448 4680

Na stażu


Dyrektor instytutu, dr Witold Trzeciakowski, posadził mnie w Pracowni Handlu Zagranicznego kierowanej przez Bronisława Wojciechowskiego, której zadaniem było uzupełnienie statystyk przedwojennych i powojennych. Dokumentacja była niepełna i części danych brakowało, niektóre nie zgadzały się. Trzeba było więc szperać po archiwach, po przedwojennych i powojennych publikacjach statystycznych. Bronisław Wojciechowski był w tym zakresie mistrzem, nauczyłem się od niego bardzo dużo.

Moją uwagę skierował na korzyści z handlu zagranicznego (terms of trade), ze szczególnym uwzględnieniem handlu Polski ze Związkiem Radzieckim po II wojnie światowej. Wojciechowski dał mi wielką, niemiecką maszynę do liczenia marki Rheinmetal. W odróżnieniu od wcześniej używanych urządzeń na korbkę była to już maszyna elektryczna, niemniej jednak łomotała niemiłosiernie i często się zacinała. Przypominała trochę młockarnię.

Trafiłem do pokoju, w którym urzędował mocno starszy Janusz Butler, obieżyświat, który zjeździł całą Rosję na koniu (i nie tylko). Był wspaniałym gawędziarzem i nieprawdopodobnie miłym kolegą. Okazaliśmy się bratnimi duszami. Wszyscy dziwili się, że przy tak olbrzymiej różnicy wieku może mieć miejsce taka przyjaźń. Opowiedziałem mu swoje losy, Butler wypytywał o szczegóły, ale na wiele pytań nie potrafiłem po prostu odpowiedzieć. Za to Butler opowiadał i opowiadał, ciągle nowe wątki, nowi bohaterowie, nowe sensacje.

Z nowej pracy byłem bardzo zadowolony, mili koledzy, sympatyczne środowisko. Nie przypuszczałem, że znajduję się wśród opozycjonistów PRL-u. Dr Witold Trzeciakowski, wywodzący się z konserwatywnej, warszawskiej rodziny, członek AK, przez to niekochany przez władze Polski Ludowej. Bronisław Wojciechowski - również członek AK i warszawski powstaniec. Obaj byli ranni, co czasem można było zauważyć w ich ruchach, pewnych dolegliwościach itp. Takich jak oni w instytucie było więcej. Jak się później okazało, instytut był swego rodzaju przechowalnią ludzi, którzy nie mogli zajmować eksponowanych stanowisk w dyplomacji, bo nie pozwalały na to ówczesne przepisy związane z bezpieczeństwem państwa. Minister handlu zagranicznego, prof. Witold Trąmpczyński, wywodzący się ze znanej rodziny przedwojennych bankowców, człowiek wykształcony i światły, sprzyjał instytutowi i jego ludziom. Chciał ich mieć w zasięgu ręki, by móc poradzić się w razie potrzeby.

Wciąż mieszkałem w akademiku na Kickiego, choć już wiele miesięcy wcześniej ukończyłem studia. Kierowniczka akademika wiedziała o tym. Gdy spotykała mnie na korytarzu, mówiła: - Ja pana tu nie widzę, pana tu nie ma. - Wiem o tym – odpowiadałem z uśmiechem. - Mój duch pojawia się tu tylko na chwilę, by odwiedzić kolegów, z którymi tyle lat mieszkałem, nie mogę się jakoś bez nich obejść.

Gdzie miałem się wynieść? W instytucie na stażu zarabiałem niecały tysiąc złotych. Za pokój przy rodzinie trzeba było zapłacić półtora tysiąca, a wyżywienie, ubranie? Dopóki byłem studentem, trochę dorabiałem, stołówkę akademicką opłacał mi uniwersytet w formie stypendium. Teraz jednak utraciłem stypendium, nie mogłem też zarabiać jako likwidator PZU, bo od ósmej do szesnastej musiałem być w instytucie. Sytuacja stawała się dramatyczna. Po raz pierwszy od chwili rozpoczęcia studiów byłem przytłoczony sytuacją. Hanka przygarniała mnie do siebie na dzień, ale wieczorami musiałem przemykać do męskiego akademika, gdzie waletowałem u kolegów. Czułem się upokorzony i skrępowany, zwłaszcza że nie miałem meldunku. Pewnego dnia któryś z kolegów zaproponował mi, że zamelduje mnie na wsi koło Piaseczna. Pojechaliśmy tam razem, zawieźliśmy dużą bombonierkę czekoladek i meldunek był, ale w ten sposób rozwiązana została jedynie sprawa formalna. Rzeczywistości to nie pomogło. Nadal błąkałem się po akademiku. Dorobiłem sobie klucz do pokoju, żeby móc do niego wejść, gdy koledzy są na uczelni lub na mieście. Nie chciałem mieć utarczek z portierkami, które przymykały oko na moje waletowanie, ale klucza do pokoju nie chciały dawać bez czekoladek lub wódki. Na takie częste prezenty nie miałem pieniędzy, byłem biedniejszy niż w czasie studiów.

Wreszcie los, a właściwie dyrektor Departamentu Administracyjnego Ministerstwa Handlu Zagranicznego, któremu podlegał instytut, zlitował się nade mną. Administracja zwalniała swój pokój biurowy w jednym z budynków mieszkalnych należących do ministerstwa na Saskiej Kępie. Pokój ten był częścią mieszkania dozorcy. Logika nakazywała, by po wyprowadzeniu się administracji pokój ten przekazać dozorcy. Postanowiono jednak przydzielić go mnie w formie tymczasowego mieszkania. Dozorca początkowo się awanturował, ale dano mu do zrozumienia, że jest tylko z żoną i ma do dyspozycji drugi pokój, kuchnię i łazienkę. Na korytarzu postawiono ściankę działową z drzwiami, umożliwiając mi dostęp do WC. Z piwnicy do mojego pokoju doprowadzono wodę, zamontowano kran ze zlewem, grzałkę elektryczną i natrysk w formie brodzika. Wszystko oddzielono meblościanką od reszty pokoju i w ten sposób powstała kawalerka, której nadano numer 1a. Wejście do pokoju stanowiły pełne drzwi z oddzielnym kluczem. Na drzwiach wejściowych napisałem: „Magister… -  pokój 1a, Dozorca - pokój 1”.

Administracja MHZ wystawiła mi przydział na mieszkanie 1a dla celów meldunkowych. Szybko więc przemeldowałem się na stałe spod Piaseczna do samodzielnego mieszkania w Warszawie i to na Saskiej Kępie, a więc w luksusowej dzielnicy. Opłata była symboliczna, niecałe 100 zł. Symboliczna też była jego powierzchnia - około 11 m2.

Pierwszą wizytę złożyła mi rzecz jasna Hanka. Była oczarowana. Pokój był jasny, suchy, z wyjściem na balkon, z możliwością korzystania z WC (co prawda wspólnego z rodziną dozorcy), z małą kuchenką elektryczną zawieszoną na metalowej półce obok zlewu, z ciepłą wodą (podgrzewaną przez termę elektryczną) i natryskiem, którego końcówka była również przykręcona do termy, a więc z ciepłą wodą. Można było się wykąpać.

Goście na stronie

989015
dziś
wczoraj
ogółem
458
563
989015

Internauci o pogotowiu

Facebook

Kalendarium


Dzisiaj jest: Piątek
23 Lutego 2018
Imieniny obchodzą
Bądzimir, Damian, Florentyn, Łazarz,
Piotr, Romana, Roma, Seweryn

Do końca roku zostało 312 dni.
Zodiak: Ryba

Kompozycje Piotra Figla

Podziękowania dla Piotra Figla za udostępnienie
swoich kompozycji.