Przekaż 1% Fundacji im. Hanki Bożyk

Nr KRS: 0000362270

Nr konta:

20 1240 2135 1111 0010 3448 4680

Wzajemne podchody

Ja byłem inny. Oblicze rozrywkowego chłopaka, uwodziciela nawiązującego łatwo kontakty z dziewczynami, znającego ich na pęczki, przyciągającego do akademika dziewczyny z miasta, z innych akademików, było tylko pozą, swego rodzaju skorupą, w której się chowałem. Owszem, w ciągu trzech lat studiów nie opuściłem żadnego wieczorku tanecznego na Kickiego. Często chodziłem też potańczyć „do medyków” na Oczki, do Stodoły na Emilii Plater i do Hybryd na Mokotowskiej. Były to wtedy najmodniejsze w Warszawie kluby studenckie; każdy liczący się podrywacz musiał się w nich pojawiać. Ja również. Wielbicielek miałem wtedy bez liku. Pewnego dnia umówiłem się jednocześnie z siedmioma dziewczynami, a potem z kolegami sprawdzałem z ukrycia, czy przyszły na randkę. Byłem dla dziewczyn bardzo miły, darzyłem je szacunkiem, popisywałem się elegancją. Ale na tym koniec. Żadnej nigdy nie wyznawałem miłości, bo nie byłem do tego zdolny. Jeżeli któraś mi nie odpowiadała, natychmiast z niej rezygnowałem i nigdy nie wracałem. To, że nie zaciągałem ich do łóżka, jeszcze bardziej je widocznie podniecało. Kręciły się więc koło mnie dziewczyny wciąż akceptowane i te odrzucane; te drugie opowiadały potem, jak to zostały wykorzystane przez tego playboya, żaliły się do portierek. Wszystko to jednak było nieprawdą.

Nie wiedziałem, ile z tego docierało do Hanki, zapewne niemało, skoro nawet portierka próbowała ją ostrzec. Hanka sprawdzała więc, czy to, co o mnie mówią, się potwierdzi. Ale nasze kontakty wskazywały na zupełnie coś innego. Nie zaproponowałem jej pójścia do łóżka, nie wsysałem się w nią w kinie czy na telewizji, nie obcałowywałem na korytarzach akademika, by wszystkim pokazać, że to moja dziewczyna. Traktowałem ją na dystans. Mówiłem, że bardzo mi się podoba, że jest dla mnie najpiękniejsza, bywałem często zazdrosny bez powodu. Chciałem cały czas być tylko z nią, choć było to niemożliwe. W dzień trzeba było jechać na zajęcia na uniwersytet, a na noc wracać do swoich pokoi w akademiku.

Niektórzy studenci przemycali dziewczyny na noc. Wpuszczali je oknami przez kotłownię, przekupywali za pół litra portierki lub wykradali z portierni legitymacje dziewczyn wpuszczonych w normalnych godzinach odwiedzin. W nocy uprawiali miłość, nakrywając się kocem z głową, nie bacząc na kolegów śpiących na sąsiednich łóżkach. Podobnie postępowały dziewczyny. Studenci wdrapywali się do nich po rynnach albo wchodzili, stosując podobne metody jak w męskim akademiku.

Ja nie dopuszczałem nawet takich myśli. Nie darowałbym sobie, gdyby znajomość ze mną zepsuła Hance opinię. Przychodziła więc do mojego pokoju w godzinach dozwolonych i wychodziła, gdy kończyła się pora odwiedzin. Uważano, że jest trudną dziewczyną. A ja pomagałem jej, jak tylko mogłem, w ugruntowaniu tej opinii.

Ona sama nie wiedziała, co o tym myśleć. Z jednej strony zapewniałem ją, że nie prowadzę rozpasanego życia erotycznego, że biegające za mną dziewczyny kochają się we mnie platonicznie. Z drugiej - krążące o mnie plotki nie dawały jej spokoju. Zażądała więc pewnego dnia, bym w jej obecności zniszczył wszystkie adresy, listy i zdjęcia dziewczyn z przeszłości. Przystałem na to bez większych oporów, nie miały one już dla mnie żadnego znaczenia. Poszliśmy więc na łąkę za osiedle mieszkaniowe obok akademika, usiedliśmy na trawie i wszystko spaliliśmy. Zrobiłem to, bo nie chciałem, by nawet najmniejsza drzazga raniła nasze wzajemne uczucia. Z natury byłem monogamiczny, wystarczała mi miłość do jednej dziewczyny, musiała to być jednak miłość prawdziwa, odwzajemniona, szczera i głęboka. Taka jak uczucie do Hanki.

Nie mogliśmy żyć bez siebie, co nie znaczy, że się nie kłóciliśmy. Jak to między zakochanymi. Byłem o Hankę zazdrosny, choć nigdy nie dała mi do tego jakichkolwiek podstaw. Miała sporo wielbicieli, którzy kręcili się dookoła niej, obsypywali komplementami, ona jednak trzymała ich na dystans. Moja zazdrość nie dotyczyła zresztą tylko mężczyzn. Byłem zazdrosny o czas, który spędzała beze mnie, o wszystko, w czym nie mogłem razem z nią uczestniczyć. Nigdy nie kłóciliśmy się z powodów damsko-męskich, od czasu do czasu jedynie Hanka kąśliwie zauważała zbyt intensywne zabiegi jakiejś dziewczyny wokół mnie, ja zaś – umizgi jakiegoś faceta do Hanki.

Dwa razy doszło między nami do poważniejszej sprzeczki. Pierwsza związana była z zachowaniem Hanki na prywatce. Na pytanie, czego się napije, wina, wódki czy piwa, odpowiedziała: „wszystkiego”. Nalałem jej więc do szklanki wszystkich tych trunków razem, przypuszczając, że zorientuje się, że to żart, i się wycofa. Tymczasem ona wypiła tę mieszaninę od razu, upijając się błyskawicznie. Musiałem więc wziąć ją pod rękę i zaprowadzić do jej pokoju. Noc miała burzliwą, a rano potwornego kaca. Od tej pory przestała w ogóle pić wódkę i piwo, ograniczając się do wina i to tylko w bardzo ograniczonych ilościach.

Powodem drugiego incydentu była zazdrość. Hanka postanowiła mnie wypróbować, opowiadając o przystojnych Arabach, którzy kręcą się wokół niej. Odpowiedziałem krótko: - Jeśli wolisz Arabów, musisz zrezygnować ze mnie. Zawiesimy naszą znajomość na tydzień. Zrobisz, co zechcesz. I bez słowa odszedłem. Na Hankę podziałało to jak zimny prysznic. Przybiegła natychmiast, tłumacząc się, że był to głupi wybryk. Dałem się przeprosić i wszystko wróciło do normy. Zawsze zresztą szybko między nami dochodziło do zgody, tak jakby byliśmy na nią skazani na zawsze.

Goście na stronie

1049298
dziś
wczoraj
ogółem
176
374
1049298

Internauci o pogotowiu

Facebook

Kalendarium


Dzisiaj jest: Środa
18 Lipca 2018
Imieniny obchodzą
Arnold, Arnolf, Erwin, Erwina, Kamil,
Karolina, Robert, Roberta, Szymon,
Unisław, Wespazjan

Do końca roku zostało 167 dni.
Zodiak: Rak

Kompozycje Piotra Figla

Podziękowania dla Piotra Figla za udostępnienie
swoich kompozycji.