Przekaż 1% Fundacji im. Hanki Bożyk

Nr KRS: 0000362270

Nr konta:

20 1240 2135 1111 0010 3448 4680

StartCele Fundacji

Cele Fundacji

Fundacja im. Hanki Bożyk walczy o poprawę warunków ochrony zdrowia w naszym kraju. Uważamy, że są one skandaliczne, a jedną z najważniejszych tego przyczyn jest niedostatek pieniędzy. Polska jest jedynym krajem w Europie, gdzie pracodawcy odmówili współfinansowania Funduszu Ochrony Zdrowia. Cały ciężar tego spadł na barki pracowników.

Uważamy, że prywatyzacja służby zdrowia w formie proponowanej przez Ministra Zdrowia tylko pogorszy sytuację. Wypowiadamy się za dopuszczeniem kapitału prywatnego do ochrony zdrowia, ale najpierw niech on zbuduje szpitale, przychodnie, sanatoria. Nie zgadzamy się na oddanie w ręce prywatne najlepszych jednostek publicznej służby zdrowia. Co zostanie reszcie Polaków?

Fundacja im. Hanki Bożyk chce nagłaśniać i nagradzać ratowanie życia, zwłaszcza te przypadki kiedy ludzie w różnym wieku i różnych zawodów, nie patrząc na osobiste bezpieczeństwo udzielają bez wahania pomocy potrzebującym. Czynią to policjanci, strażacy, żołnierze, ale także zwykli młodzi ludzie, tacy których na co dzień spotykamy na ulicy w pociągu, tramwaju, w pracy. Wyglądem nie różnią się od innych. Nie wahają się jednak ani przez chwilę, gdy stojąc w obliczu zagrożenia czyjegoś życia, udzielają pomocy bez namysłu.

Fundacja będzie też przyznawać nagrody pracownikom służby zdrowia i ratownikom medycznym którzy na co dzień stykają się z zagrożeniem życia i zdrowia ludzkiego, pamiętając w każdej chwili także wtedy gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, że życie mamy tylko jedno. W reszcie Fundacja przyznawać będzie nagrody dla pracowników środków masowego przekazu, dziennikarzom prasy, radia i telewizji nagłaśniających i popularyzujących przypadki ratowania życia ludzkiego.

Dlatego też zwracamy się do was: informujcie nas o wszystkich przypadkach ratowania życia ludzkiego w obliczu zagrożenia.

 

W celu zgłoszenia kandydata do nagrody wypełnij formularz zgłoszeniowy.


W zgłoszeniu należy podać wszystkie potrzebne dane niezbędne do odnalezienia bohatera który jest wśród nas.

Pierwsze nagrody przyznane zostały 9 lutego 2011r. za rok 2010. Więcej na ten temat możesz przeczytać w aktualnościach. Fundacja chce się również przyczynić do poprawy sytuacji  w służbie zdrowia poprzez zainicjowanie dyskusji publicznej na temat jej podstaw systemowych.

Uważamy, że ustawa zdrowotna z 1999 roku jest nie dostosowana do realnej dzisiejszej sytuacji. Potrzebne są zmiany na miarę obecnych potrzeb społeczeństwa. Proponujemy zwłaszcza obciążenie składką zdrowotną pracodawców. Więcej możesz przeczytać w opublikowanych artykułach.

Oczekujemy na Wasze uwagi oraz sugestie.

 

Wasze Komentarze:



Karol z Bydgoszczy

Pani dr spec. anestezjolog
Wojewódzka Stacja Pog. Ratunkowego
w Bydgoszczy

W dniu 30 czerwca 2010r zwróciliśmy się po ratunek dla mojej żony, u której występowały okropne bóle głowy i wymioty. Pomocy nie otrzymaliśmy. Zostaliśmy przekierowani do lekarza rodzinnego.

Z karty informacyjnej b/nr, opatrzonej pieczątką Woj. Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy i pieczątką Pani doktor wynika, że stwierdzono "zespół depresyjny", że udzielono pomocy w dniu 30.06.2010r., w rubryce "rodzaj pomocy" nie odnotowano, jakiej pomocy udzielono, a w rubryce "zalecenia" - "kontrola u lekarza rodzinnego".

Rozpoznano cyt.: "zespół depresyjny".

W dniu 12.08.2010r. z własnej inicjatywy niefachowców medycznych, wykonaliśmy badanie głowy rezonansem magnetycznym (oczywiście w Klinice Neurologii w Bydgoszczy).

Rozpoznano : guz mózgu (chłoniak złośliwy).

Pomiędzy diagnozą postawioną przez Panią - lekarza medycyny - specjalistę, a diagnozą po wykonaniu RM głowy, z własnej inicjatywy osób niefachowych, zachodzi poważna różnica: zespół depresyjny - chłoniak mózgu.

Żona zmarła w dniu 11.11.2010r.

Zastanawiam się, czy lekarz medycyny, specjalista, może popełniać takie błędy, nie uwzględniając innych przyczyn choroby niż wygodny "zespół depresyjny". Czy może być tak obojętny na cierpienie? Czy może być tak okrutny w upraszczaniu postępowania lekarskiego?

Piszę, mając nadzieję, że Pani doktor wykorzysta przekazane informacje w dalszej praktyce lekarskiej.

Myślę o powiadomieniu samorządu lekarskiego BIL oraz NFZ.



Karol z Bydgoszczy

Obserwuje się działania kierownictw szpitali i dużych jednostek ochrony zdrowia mające na celu doprowadzenie do oddania tych jednostek w ręce prywatne na warunkach jak najkorzystniejszych dla przyszłych dysponentów. Służy temu również stwarzanie objawów niewydolności tych jednostek mimo, iż dysponują one personelem fachowym i sprzętem. Jeżeli istnieje zorganizowana ochrona zdrowia i dysponuje urządzeniami nie powinna więc dopuszczać do tragicznych zdarzeń kończących się cierpieniem ludzi i nierzadko ich śmiercią. Mamy więc do czynienia z chorobą służby ochrony zdrowia objawiającą się amoralnością i brakiem etyki. Stawiam tę przyczynę niewydolności ochrony zdrowia przed niedostatecznym jej finansowaniem.

 


Marek

Wydaje mi się, że młodzi lekarze przez pierwszy rok to w ogóle nie powinni podejmować samodzielnych decyzji, natomiast każe im się często samodzielnie dyżurować i "leczyć ". Skutkiem są często zupełnie niepotrzebne zgony chorych. Co gorsze sami lekarze często nie widzą w tym problemu, że ktoś przez niego stracił życie!

Niedawno zgłosiła się do mnie kobieta z powiększonymi węzłami chłonnymi szyi. Zrobiłem jej podstawowe badania, w tym RTG płuc, skierowałem tez na USG brzucha, bowiem w pakiecie usług gwarantowanych lekarza pierwszego kontaktu nie ma USG szyi. Chora wróciła po 2 tyg z wynikami, które wszystkie były dobre, ale nie zrobiła USG brzucha. Więc ponownie ją namówiłem, aby zrobiła to badanie. Dodatkowo dałem skierowanie do hematologa, na wszelki wypadek. Po 2 miesiącach kobieta znowu do mnie wróciła, ale teraz z obrzękniętym ramieniem i USG szyi zrobionym prywatnie. Okazało się, że ma raka tarczycy... Teraz czekam, czy mnie zaskarży i będę miał sprawę sądową. Wcale się nie zdziwię jeśli tak zrobi. Nie życzę podobnych sytuacji moim koleżankom i kolegom lekarzom...

Również moja dobra znajoma - aktorka, zgłosiła się do mnie z powiększonymi węzłami chłonnymi i miałem podobny problem. Okazało się, że miała przetokę.

Odnośnie POCHP, to tych pacjentów jest ok 2 mln, tak więc jest to rzesza ludzi. Ci ludzie często nie wykupują lekarstw, bo ich nie stać. Natomiast każde kolejne zaostrzenie choroby skraca im życie i pogarsza jego jakość. Nie rozumiem dlaczego nie mają tych leków gratis ?

Dobrze, że ta książka powstała. Czekamy teraz na film......

 


Paweł Lesiak

Szanowny Panie Profesorze!

Serdecznie Panu współczuję! Sam straciłem ostatnio w ciągu niespełna trzech lat Rodziców i bardzo dobrze wiem, co się czuje w takich chwilach: (byłem Pana studentem i pamiętam Pana Profesora jako bardzo pogodnego człowieka! Teraz wiem skąd czerpał Pan taką radość życia – z miłości do Żony. Moja Rodzina też dawała mi energię życiową, ciepło, ukojenie w ciężkich chwilach, poczucie bezpieczeństwa. Teraz została pustka... Żyję jednak dalej, zaczynam nawet znowu się uśmiechać, bo wiem, że ONI są, że znowu się zobaczymy!

Zdaję sobie sprawę, że takie jest życie, że w jego istotę wpisane są rozstania. Nie mogę wszelako pojąć, dlaczego moi Rodzice musieli odejść przedwcześnie, bo natrafili w swojej chorobie na nieuczciwych „lekarzy”! Nie mogę się pogodzić z tym, że rzesza normalnych (tj. po prostu uczciwych) lekarzy nie jest w stanie przeciwstawić się tzw. białej mafii?! Dlaczego w wolnej Polsce, w kraju UE nie można nic z tym zrobić, dlaczego władze szpitali przeważnie udają, że nie ma problemu. Nie mogę pogodzić się z pogardliwym odnoszeniem się do chorych i ich rodzin, cynizmem, kłamaniem, fałszerstwami dokumentacji medycznej, wreszcie – zaniedbywaniem podstawowych obowiązków, powiększających cierpienie i doprowadzających nawet do śmierci. Nie mieści mi się w głowie, że obok bezinteresownych lekarzy i pielęgniarek są też tacy medycy i siostry, którzy udają, że pracują i że mają powołanie do leczenia – bezduszni spryciarze, którzy nigdy nie mają czasu na doglądanie chorych, udzielenie najprostszej informacji, na ciepłe słowo, współczucie, ale zawsze mają czas na obrażanie się, ofukiwanie, połajanki, chałturzenie na boku za coraz większe pieniądze (np. za 200,- PLN za 10-minut pouczania pacjenta, że niepotrzebnie zawraca głowę zapracowanemu słudze zdrowia)! Nie mogę zrozumieć, że polskie szpitale mają na zewnątrz normy jakości ISO, wspaniałe strony internetowe, międzynarodowe osiągnięcia naukowo-badawcze, a w środku... No właśnie!

Lekarze mówią, że trzeba lekarzowi zaufać i oddać się spokojnie w jego ręce, i o nic się nie dopytywać, bo to podważa zaufanie, a zresztą nic się nie zrozumie, bo się nie jest... lekarzem. Ale mówi się również w różnych zresztą językach „ufaj i sprawdzaj”, „dowjeraj no prowjeraj”, Vertrauen ist gut, Kontrolle ist besser”... W służbie zdrowia nie tylko brakuje pieniędzy, ale przede wszystkim brakuje służby choremu, brakuje niezapowiedzianych niezależnych kontroli na oddziałach, w przychodniach, wreszcie kontroli dokumentacji medycznej i statystyk dotyczących skuteczności poszczególnych lekarzy i jednostek medycznych. Brakuje odpowiedzialności służbowej, cywilno-prawnej i karnej nie tylko za brak skuteczności, ale przede wszystkim za niedotrzymywanie procedur.

Piszę o tym, bo śp. Żona Pana Profesora zmarła z powodu zaniedbań pogotowia ratunkowego i wiem, że czuje Pan żal do tych, którzy jednym zastrzykiem mogli uratować Jej życie, ale mieli niestety w tym czasie ważniejsze sprawy do załatwienia.Dlatego życzę Panu Profesorowi znalezienia siły i otuchy w tym co Pan obecnie tworzy w ramach Fundacji!

P.S.

Szkoda, że niektórzy szkodzą tak wielu, a tylko nieliczni głośno się temu sprzeciwiają!

 

Adam

Odnosząc się do listu Pana Lesiaka, to pragnę napisać, że młodzi lekarze robiący specjalizację są często "umaczani" już na początku swojej kariery na oddziale tzn. mają niepotrzebne zgony chorych, a sprawy są potem umarzane w izbach.

Wydaje mi się, że najlepiej w ogóle nie chorować.

Nie przesadzałbym też z tymi międzynarodowymi osiągnięciami naukowo-badawczymi.....

Lekarze nadużywają generalnie antybiotyków w leczeniu infekcji. Po prostu wypisują najczęściej receptę z antybiotykiem, aby "mieć chorego z głowy". Podczas, gdy zaczyna się infekcja wystarczy zwykle przepisać paracetamol, rutinoscorbin, itd.

Natomiast Polacy już nie są liderami w wykupowaniu lekarstw z aptek, od kilku lat systematycznie rośnie liczba przewlekle chorych, którzy nie realizują odpowiednich recept. Jest to niepokojące, bowiem leki mamy najtańsze w Europie, ale na kieszeń polskiego pacjenta i tak są zbyt drogie. Natomiast przykładowo pacjenci z Anglii albo Francji mają bezpłatne leki. Szkoda, że w Polsce nikt nie zatroszczył się jak do tej pory o chorych. Wyjechało też tylu młodych dobrych lekarzy. Ale widocznie cynizm i głupota polskich profesorów medycyny są ważniejsze niż zdrowy rozsądek. Rośnie liczba chorych i wydłuża się średni czas życia , tak więc będą sprowadzani lekarze z zagranicy, aby zabezpieczyć społeczeństwo. Ci na pewno się dobrze już zaopiekują Polakami i będą odpowiednimi partnerami dla obecnej kadry medycznej, w tym naukowej...

Ładna promocja książki. Pozdrawiam z Gdańska.

 

Ewa Gajdzik-Stępniak

Szanowny Panie Profesorze

Bardzo się cieszę,że tak wielka osobowość,o wielkiej wiedzy,startuje w wyborach w dodatku w moim województwie śląskim. Cały czas będę Pana wspierać duchowo,trzymać kciuki. Ludzie mądrzy wreszcie powinni mieć swój czas. Historia z moim ukochanym tatą była podobna. To agonia służby zdrowia, paranoja, chocholi taniec. Ma Pan najlepszy priorytet w programie wyborczym. To piękne, że chce Pan zaangażować się w ten ważny temat i zmienić ten koszmar. Z poważaniem Ewa z Sosnowca.

 

Małgorzata z Kłodzka 15 marzec 2012 r.

Szanowny Panie Pawle!

Na wstępie chciałam Panu złożyć serdeczne wyrazy współczucia z powodu odejścia żony. Kto jak kto, ale ja wiem dobrze co Pan czuje i jak się Pan czuje. W niecały rok po Pana tragedii i mnie spotkał dramat. W dniu 09.01.2011 umarł mój jedyny syn Michał, miał tylko 30 lat, był kaleką, nie miał śledziony i w związku z tym zmniejszoną odporność. Pięć lat wcześniej wyprowadził się z domu, do Krakowa za miłością swojego życia, choć bardzo prosiłam go o to, aby trzymał się blisko rodziny, ze względu na słabszy stan zdrowia, ostrzegałam go, że gdy będzie chory to obcy ludzie mogą nie podać mu nawet szklanki wody. Serce matki czuło jakieś zagrożenie, ale to, co się stało przerosło mnie zupełnie- takiego scenariusza w życiu nie przewidziałabym. Osiem miesięcy przed śmiercią syn ożenił się, jak wcześniej wspomniałam z miłością swojego życia. Żona pracowała we Wiedniu, ale w grudniu 2010 roku przyjechała na dłużej, ja poczułam ulgę, że syn nie jest sam w domu i w razie choroby ma pomocną dłoń. Syn w listopadzie 2010 roku, gdy go widziałam po raz ostatni powiedział mi, nie martw się o mnie mamuś, ja mam teraz żoneczkę, która nie da mi umrzeć. Dnia 09.01.2011 nastąpił potworny dzień, po południu dostałam straszliwą wiadomość, że syn nie żyje.06.01.2011 rozmawiałam z nim ostatni raz, czuł się dobrze, nic nie wskazywało, że czeka mnie tak ogromna trauma. Z relacji siostry synowej syn poczuł się źle po południu 08.01.- wymioty z krwią, biegunka, temp. 39,5 stopni. Rano 09.01. po godz.8 rano syn nie mógł ustać na nogach, cerę miał żółtą i 40 stopni temp. Żona syna dopiero wtedy zareagowała i wezwała Pogotowie, które oczywiście nie przyjechało. Po 40 minutach przyjechał szwagier synowej, który wezwał karetkę po raz drugi, informując, że pacjent „odchodzi”, dyspozytorka wysłała karetkę, ale ta przybyła już do trupa, syn już jej nie potrzebował. Nie mogę tego zrozumieć jak w 21 wieku, 4 minuty samochodem od najbliższego szpitala, można umrzeć na wstrząs septyczny w domu, w centrum Krakowa, gdzie jest tyle klinik i możliwości leczenia? Syn dostał sepsy meningokokowej o gwałtownym przebiegu. Jak żona i jej rodzina, która posiadała wiedzę o kalectwie syna, nie zauważyła przez 12 godzin, że syn umiera? Jest to dla mnie podwójna tragedia, nikt nie podał mu pomocnej dłoni, umarł nie zażywszy ani jednej tabletki, bez jakiejkolwiek próby ratunku. Po prostu położył się, słabł i umarł. Napisałam do prokuratury, aby wyjaśniła mi okoliczności śmierci syna, dlaczego synowa i Pogotowie nie udzielili synowi pomocy. Sprawę podzielono na dwie: jedna przeciw synowej, drugą przeciw Pogotowiu. Pierwszą umorzono, ze względu na to, ze synowa spełniła kryteria pomocy, bo wezwała Pogotowie, nie powołano nawet lekarza biegłego sądowego. Drugą sprawę też umorzono- przeciw Pogotowiu, też nie powołano biegłego, a prokurator napisał, ze dzwoniąca zinterpretowała objawy jako zatrucie pokarmowe i nic nie wskazywało, że jest to zagrożenie życia. Laik w dziedzinie medycyny stawia diagnozę, a dyspozytorka uznaje je za właściwą – a gdzie wywiad medyczny przeprowadzony zgodnie ze standardami wynikającymi z aktualnej wiedzy medycznej? Syn miał typowe objawy zagrożenia życia, wymioty z krwią od doby, biegunka, wysoka temp. 40 stopni, plamy na ciele, co jest typowe dla sepsy i nie wspomnę o braku śledziony-, co umknęło w wywiadzie medycznym. Wyobraża Pan sobie, jaki to był „nędzny” wywiad, dyspozytorka opisywała, jakie robić okłady na wysoką temperaturę. Synowa zeznała,że dyspozytorka ją zestresowała, miała dominujący głos i była nieprzyjemna. Na drugie odwołanie przeciw Pogotowiu złożyłam zażalenie, sąd je uznał i powołano biegłego lekarza sadowego. Po opinii tego lekarza prokurator ponownie umorzył sprawę. Biegły stwierdził m.in.,że opisywane przez synową objawy choroby przypominały infekcję wirusową, którą w 99 procentach można było leczyć domowymi sposobami. Syn nawet nie leczył się domowymi sposobami, bo był słaby, wszystko wymiotował, był odwodniony i jak opisują inni lekarze, objawy sepsy meningokokowej - chory jest splątany, nie wie, co się z nim dzieje, ma zaburzenia świadomości i w momencie, czyli od początku nagłej choroby, jak te groźne bakterie dostają się do krwi pacjent walczy o życie. Dla biegłego lekarza – „biała mafia”- od doby wymioty z krwią i 40 stopni temp. to tylko niegroźna infekcja. Dodał jeszcze oraz lekarka z Pogotowia też, że nawet gdyby karetka przyjechała wcześniej to syn i tak nie miałby żadnej szansy na przeżycie. Lekarze – jasnowidze, posiadali wtedy już protokół z sekcji zwłok. To, po co ta lekarka jeszcze robiła 40 minut reanimację – trupowi, bo jest zapisane w dokumentach, że syn nie żył. Padło jeszcze pytanie od dyspozytorki, – jakie choroby syn przeszedł, ale syn nie miał chorej śledziony, utracił ją w wyniku uderzenia, gdy miał 13 lat. Synowa niestety nie skojarzyła tego pytania z operacją usunięcia śledziony no wyrok zapadł - śmierć. Znajoma lekarka powiedziała,że dopóki człowiek oddycha, zawsze jest szansa nawet, gdy jest ona1% to trzeba podjąć próbę ratunku.Tak jak w przypadku Łukasza, który był pod wodą tyle minut możliwość stał się cud możliwość żyje. Mamy możliwość odwoławczą, z moją adwokat idziemy do sądu, ale czy znajdzie się taki biegły lekarz, który stanie po stronie nieboszczyka? Jestem zdecydowana wykorzystać wszystkie możliwości odwoławcze, a jeśli przegram to Pogotowie już nie musi jeździć do pacjentów, może czuć się bezkarne, wystarczy tylko stwierdzić, że pacjent i tak by nie przeżył, – jakie to proste! Ciekawe, dlaczego pacjenci, których wożą do szpitali umierają w karetkach, albo po przyjeździe do szpitala, nikt nie stawia diagnoz, że ten pacjent nie rokuje już nadziei na życie i można go z czystym sumieniem zostawić grabarzowi.

Przeczytałam kiedyś w prasie jak Pan Jurek Owsiak powiedział, że źle się dzieje w Państwie Polskim jak karetki nie przyjeżdżają, a ówczesna Pani Minister Zdrowia Ewa Kopacz odpowiedziała, że nie ma takiego Państwa na świecie, w którym służba zdrowia działa idealnie. Po tych słowach „biała mafia” może się czuć bezkarna i nie udzielać pomocy, bo przecież nie jest idealnie. Zamiast dążyć do doskonałości, usprawniać procedury, przepisy, bo jak to możliwe, że karetka przyjechała do psa a do umierającego człowieka nie? A może należałoby wprowadzić takie pytanie do wywiadu medycznego – czy pacjent ma wszystkie organy i nie jest po przeszczepie, bo niestety dzwoniący w panice zapominają o wszystkim, co istotne. Pewien ratownik medyczny powiedział w telewizji, ze 70% wyjazdów karetek to wyjazdy niepotrzebne, a czyja to wina? Nie robią rzetelnych wywiadów, podejmują złe decyzje tak jak w przypadku Pana żony. My laicy w dziedzinie medycyny nie potrafimy robić operacji i ich nie robimy. Jak karetka nie przyjeżdża, a pacjent umiera, to zasłaniają się głupimi wykrętami, o czym informuje prasa. Kiedyś przeczytałam o takim głupim tłumaczeniu, że karetka nie przyjechała do umierającej dziewczynki, bo matka, która wezwała Pogotowie była spokojna i rzeczowa, i w związku z tym nic nie wskazywało, że jest to zagrożenie życia – bzdura! Dyspozytor po głosie dzwoniących ocenia zagrożenie życia?

Zwróciłam się o poparcie i pomoc do Pana Jurka Owsiaka, jego Fundacja wyposaża karetki w nowoczesny sprzęt, który ma ratować życie ludzkie, ale niestety nie dostałam od września 2011 roku żadnej odpowiedzi, a wydawałoby się, że w tej Fundacji powinni być ludzie o wrażliwszym sercu – to nie jest siema tylko ściema. Pewnie Pan Jurek Owsiak boi się władzy rządzącej, która go tak wspiera.

Nawet media nie są zainteresowane moją sprawą, to nie jest temat „na topie”, karetki nie przyjeżdżają do umierających ludzi to w naszym kraju normalka. Myślę, że gdybym podpaliła się pod gmachem Ministerstwa Zdrowia, to też by nic nie zmieniło, pewnie Pan Premier powiedziałby jakaś sfrustrowana baba targnęła się na własne życie.

Ale przyszła mi do głowy pewna myśl, że jakbym zamordowała dyspozytorkę, która nie wysłała karetki do mojego umierającego syna, to byłaby sensacja, ja na czele pierwszych stron gazet, media w swoim żywiole, tak jak to było z małą Magdą, wszyscy dostrzegli tylko sensację a nie śmierć małego człowieczka. Może to byłby jakiś pomysł i padłby blady strach na dyspozytorów, którzy wtedy może wysyłaliby karetki do potrzebujących.

Żyjemy w dzikim kraju, gdzie człowiek musi walczyć o każdy dzień, przepychać się łokciami. Gdybym tylko dostała wiadomość, że syn jest chory, to wezwałabym samego Pana Boga a nie tylko karetkę, ja już wiem jak żyć w tym chorym kraju.

Chciałam napisać do Rzecznika Praw Pacjenta, ale moja adwokat odradziłam mi ten pomysł, mówiąc, że Rzecznik broni interesów służby zdrowia, tak jak, dyspozytorka, która chciała zaoszczędzić na kosztach paliwa, a to tak niewielki koszt w porównaniu z życiem ludzkim.

Syn był dla mnie wszystkim, to był taki dobry, cichy chłopak, który tak cichutko odszedł, ciągle zadaję sobie pytanie, dlaczego nie zadzwonił, że się źle czuje, zawsze to robił, ale teraz miał przy sobie dopiero, co poślubioną żonę, okazało się, że troskliwej matki nie zastąpi nikt, a była szansa na uratowanie mu życia, może nie 100%, bo ta sepsa jest ciężka do leczenia, ja z pewnością nie dałabym mu umrzeć, na pewno nie bez walki.

Wiem, że jako jednostka jestem bezsilna, nie jestem wstanie nic zmienić w tym kraju, jestem tylko śmieciem. Nawet prokurator okazał się moim wrogiem a nie sojusznikiem, gdzie zdaniem adwokatów powinien stanąć po mojej stronie.

Bardzo byłabym wdzięczna Panu za wszelkie rady, sugestie i może wsparcie.

Goście na stronie

1040837
dziś
wczoraj
ogółem
58
465
1040837

Internauci o pogotowiu

Facebook

Kalendarium


Dzisiaj jest: Niedziela
24 Czerwca 2018
Imieniny obchodzą
Danuta, Dan, Danisz, Emilia, Jan,
Wilhelm

Do końca roku zostało 191 dni.
Zodiak: Rak

Kompozycje Piotra Figla

Podziękowania dla Piotra Figla za udostępnienie
swoich kompozycji.