Przekaż 1% Fundacji im. Hanki Bożyk

Nr KRS: 0000362270

Nr konta:

20 1240 2135 1111 0010 3448 4680

StartLista nominowanych do nagrody osób, które w 2014 roku uratowały ludzkie życie

Aktualności

Lista nominowanych do nagrody osób, które w 2014 roku uratowały ludzkie życie

Lista nominowanych do nagrody osób, które w 2014 roku uratowały spontanicznie i bezinteresownie ludzkie życie (kolejność alfabetyczna).

Kogo nagrodzić – wskaże Kapituła Fundacji w dniu 15 stycznia 2015 r.

1. Chmiel Artur
2. Godyń Michał
3. Grądalski Tomasz
4. Kołpaczyński Michał
5. Mendrala Joanna
6. Motel Patrycja
7. Pawlikowski Wojciech
8. Taradajczyk Jacek
9. Wilk Jerzy
10. Worożański Robert



Artur Chmiel (Lębork)
Arturowi Chmielowi życie zawdzięcza 60-letni mężczyzna, który w czasie prowadzenia samochodu dostał zawału serca i stracił przytomność. Samochód stanął więc nagle na środku jezdni. Był 3 październik 2014 roku.
To zwróciło uwagę policjanta, który będąc po służbie szedł chodnikiem. Podszedł więc do stojącego samochodu i otworzył drzwi przy kierowcy. Zobaczył leżącego mężczyznę, posiniałego i nieprzytomnego. Wyciągnął go na chodnik, ułożył na plecach i rozpoczął ratowanie, prosząc przedtem przechodzącą kobietę by wezwała karetkę reanimacyjną do chorego.
Artur Chmiel wiedział, jak trzeba ratować zawałowca, przed podjęciem pracy w policji ukończył bowiem studium medyczne w Słupsku. Zastosował masowanie serca i sztuczne oddychanie. Pomogła mu przypadkowa kobieta.
Po 15-20 minutach przyjechała karetka pogotowia zabrała nieprzytomnego mężczyznę najpierw do placówki medycznej w Lęborku a następnie do szpitala specjalistycznego w Wejherowie. Chory został uratowany.
Zdarzenie zostało nagłośnione w Lęborku przez przypadkowych świadków. Spirant Artur Chmiel nawet nie zameldował władzom policji o zdarzeniu. Uważał, że tak powinien  był postąpić.

Michał Godyń podkomisarz policji w Krzeszowicach i druh z Ochotniczej Straży Pożarnej w Czernej. To on wraz z innymi policjantami odnalazł 2-letnie dziecko w Racławicach, niedaleko Krzeszowic.
Z jego osobą wiąże się cała historia Ochotniczej Straży Pożarnej w Czernej, gmina Krzeszowice. Strażakiem został w 1989 roku mając 12 lat. Najpierw był dowódcą Młodzieżowej Drużyny Pożarnej. Potem działał, jako druh Ochotniczej Straży Pożarnej. Wielokrotnie uczestniczył w akcjach ratowniczo-gaśniczych ratując ludzkie życie. Usuwał też skutki powodzi, ratował ludzi i mienie po wybuchu gazu w mieszkaniu. Służbę w policji rozpoczął w 1998 roku.

Tomasz Grądalski z Ochotniczej Straży Pożarnej w Libuszy
Druh Tomasz Grądalski często uczestniczy w akcjach ratowniczych, ale jego wyczyn w roku 2014 zasługuje na szczególne wyróżnienie.
Zdarzenie miało miejsce 16 maja 2014 roku w rejonie zabudowań Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w miejscowości Libusza. Podczas prowadzonych działań ratowniczych związanych z usuwaniem skutków gwałtownych opadów deszczu przez jednostki OSP z Libuszy i Korczyny. Około godz. 22.50 druh Tomasz Grądalski uczestniczący w akcji zauważył, że idąca wzdłuż ogrodzenia szkoły starsza kobieta, nagle zachwiała się i wpadła do przydrożnego rowu znikając pod wodą. Bez chwili zawahania strażak Grądalski wskoczył do wody i po chwili wyciągnął ją na powierzchnię oraz udzielił niezbędnej pomocy. Dzięki jego determinacji 67-letnia kobieta przeżyła. Na podkreślenie zasługuje fakt, że wskoczył do wody w pełnym umundurowaniu bojowym, które w znacznym stopniu ograniczało mu ruchy i utrudniało poruszanie się w wodzie oraz prowadzenie akcji ratunkowej.
To bardzo skromny strażak. Uczestniczył już w niejednej trudnej akcji ratowniczej. W OSP Libusza jest już prawie 20 lat. Uratowaną była 67-letnia mieszkanka Libuszy.
Nawet nie pamiętam dokładnie, kiedy to było. Było bardzo ciemno, miejsce nieoświetlone, intensywnie padał deszcz. Byłem kilka metrów od głębokiego na trzy metry potoku, nazywa się tutaj Szkolny, bo jest przy szkole. To z tego potoku woda wystąpiła z brzegów, zalewając drogę, chodnik i przydrożne rowy. Kobieta szła po zalanym chodniku wzdłuż rowu. W ciemnościach poślizgnęła się i wpadła do wody. To były sekundy, wskoczyłem bez namysłu. Krótki czas przebywania pod wodą nie spowodował u niej utraty przytomności, a jedynie duży stres, udało się ją uratować i to jest najważniejsze. Ile to trwało, nie wiem – mówi druh Tomasz Grądalski. Zawsze można liczyć na jego pomoc i gdy tylko zawyje strażacka syrena, biegnie natychmiast do akcji. To nie jedyna jego bohaterska akcja. Ratował również ludzi podczas pożaru, wynosząc ich z płonących budynków. Niestety, w jednym przypadku okazało się, że osoba już nie żyła i to była najsmutniejsza jego akcja, którą uznaje za porażkę.

Michał Kołpaczyński (Ciechanów)
Tym razem uratowana została kandydatka na samobójczynię. 3 września 2014 roku, późne popołudnie, ładna pogoda, a poza barierką wiaduktu kolejowego kiwa się gotowa do skoku z 8-metrowej wysokości młoda dziewczyna, jak się okazało w ciąży, samotna, bez pracy.
Mija ją sznur samochodów, nikogo to zbytnio nie interesuje. Jakaś kobieta usiłuje z nią nawiązać rozmowę ale bez rezultatu. Ta zrzuciła na tory swą torebkę i prowokacyjnie mierzy się do skoku, ale wciąż się waha.
Nagle przy barierce zatrzymuje się samochód Michała Kołpaczyńskiego, który widzi niecodzienność sytuacji. Prosi siedzącą obok żonę, by zadzwoniła na policję i poprosiła o interwencję.
Michał Kołpaczyński, młody aspirant policji wychodzi na jednię i rozpoczyna rozmowę z potencjalną samobójczynią. Ta nie reaguje, usiłując przybrać pozycje wygodną do skoku. Policjant błyskawicznie robi krok do przodu u chwyta dziewczynę obiema rękoma przyciskając ją do barierki. Tym samym ratuje jej Zycie, przytrzymując do czasu przyjazdu karetki policyjnej.

Joanna Mendrala (Rzeszów)
Kierowca autobusu miejskiego na trasie Rogożnica – Rzeszów.
Dochodzi godzina 6 rano, autobus czeka na przystanku na pierwszych pasażerów.
Wsiada młody chłopak, zajmuje miejsce siedzące, wyjmuje telefon komórkowy, bawiąc się nim. Nagle po minucie czy parę sekund później zsuwa się na podłogę.
Kierowca, a jest nim 26-letnia dziewczyna, wybiega z kabiny, podchodzi do chłopaka i sprawdza, co się stało. Nie czuje ani pulsu ani oddechu. Jej pierwszy odruch: połączyć się z dyspozytorem, a następnie z pogotowiem; w obu przypadkach brak odpowiedzi.
Dziewczyna postanawia więc szukać pomocy w drugim autobusie, który właśnie zjechał na przystanek. Jak się okazało miał on sprawną radiostację, wezwał więc pogotowie ratunkowe i pomógł dziewczynie w ułożeniu chorego na podłodze w pozycji ułatwiającej reanimację.
Dziewczyna sama opadając z sił reanimował chorego aż do przyjazdu karetki pogotowia. Trwało to 20 minut. Gdy reanimację przejęli ratownicy chory jeszcze żył. Podłączona aparatura dopiero po dziesięciu minutach przywróciła mu oddech. Zawieziono go do najbliższego szpitala. Przeżył. Niewątpliwie zawdzięcza życie dziewczynie – kierowcy.
Za to dziewczyna była w szoku, nawet wtedy, gdy pogotowie już odjechało. Pierwszy raz w życiu musiała stawić czoło losowi. Było to wyzwanie wyczerpujące i trudne, ale mu sprostała, przyczyniając się do uratowania życia chorego.

Patrycja Motel-Gryglas – Sokołów Podlaski
Przypadkowo uratowała mężczyznę, który dostał zawału.
Pomogło jej w tym ukończenie kilka lat wcześniej kursu Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy. Wtedy była strażakiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Nowej Wsi. Dziś jest pracownikiem korpusu służby cywilnej w Państwowej Straży Pożarnej w Sokołowie Podlaskim.
Zdarzenie miało miejsce 17 listopada 2014 roku w sklepie w Sokołowie Podlaskim. W czasie robienia zakupów Patrycja Motel była świadkiem osunięcia się na podłogę starszego mężczyzny, który (jak się później okazało) dostał zawału. Patrycja wiedziała co w takiej sytuacji robić. Zastosowała masowanie klatki piersiowej i sztuczne oddychanie, prosząc wcześniej, by ktoś zadzwonił po pogotowie. Sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna, bo chory zaczął sinieć a oddech stawał się coraz słabszy.
Tym niemniej, chory dotrwał jakoś do przyjazdu pogotowia. Już w szpitalu jego stan był krytyczny i lekarze nie dawali mi dużych szans na przeżycie.
W stanie śpiączki przetrwał miesiąc, a po obudzeniu odzyskał świadomość i sprawność intelektualną oraz fizyczną.
Bez wątpienia przyczyniła się do tego Patrycja Motel, dzięki jej błyskawicznej interwencji udało się podtrzymać funkcje życiowe ofiary zawału.

Wojciech Pawlikowski – Ochotnicza Straż Pożarna w Poroninie
W 2014 roku druh Wojciech Pawlikowski brał udział w dwu bardzo trudnych akcjach, które zasługują na uwagę. Pod koniec stycznia wyniósł z płonącego domu w Poroninie starszą kobietę, sam przy tym ucierpiał. 15 sierpnia brał udział w akcji ratowniczej w zakopiańskiej restauracji „Warta”. Tu również uratował kobietę. Akcja była więcej niż trudna, nie obyło się bez zagrożeń dla strażaków i ratowanych osób. Na szczęście nic nikomu się nie stało.
Druh Wojciech Pawlikowski jest urodzonym strażakiem. Dzień i noc czynny jest u niego odbiornik radiostacji strażackiej. W samochodzie na stałe wozi strażacki kombinezon ochronny oraz hełm. Rodzina wciąż toleruje to jego hobby, ale jak długo?

Jacek Taradajczyk (Chojnów)
20 lipca 2014 roku Jacek Taradajczyk odpoczywał wraz z żoną na terenie ośrodka wypoczynkowego w miejscowości Rokitki niedaleko Chojnowa. Ośrodek położony jest nad zbiornikiem wodnym pełniącym funkcję jeziora.
Był dzień wolny od pracy (niedziela), nad jeziorem było więc tłoczno (kilkaset osób). Także w wodzie pływało, bądź „pluskało się” kilkanaście osób. Widok typowy dla letniego, ciepłego dnia.
Nagle Tradajczyk zauważył wystającą z wody kilkadziesiąt metrów od brzegu jeziora, rękę z okularami i jednocześnie usłyszał przeraźliwe wołanie kobiety: „co się dzieje?” Po chwili ręka zniknęła pod wodą.
Po błyskawicznej konsultacji ze swoją żoną Taradajczyk skoczył do jeziora i popłynął w kierunku prawdopodobnego utonięcia człowieka. W tym czasie inni kąpiący się zaczęli wychodzić z jeziora. Tylko żona Taradajczyka popłynęła za mężem.
Ten, gdy dopłynął na miejsce zdarzenia zanurkował i na głębokości 2-3 metrów zauważył opadające wolno ciał mężczyzny. Objął go w pasie i wyciągnął na powierzchnię jeziora. Mężczyzna nie dawał oznak życia, był siny. Do brzegu nie było blisko, a woda w tym miejscu głęboka (ok. 10 metrów).
Taradajczykowi zaczęła pomagać żona, ale i tak napotkali na kłopoty w holowaniu bezwładnego mężczyzny do brzegu. Zaczęli więc krzyczeć i wołać. Niestety, nikt nie kwapił się z pomocą. Dopiero w ostatniej fazie, do wody skoczyło dwu chłopców, wspólnie w Taradajczykami wyciągnęli na brzeg topielca.
Zastosowane procedury przywróciły mężczyźnie oddech, po pewnym czasie odzyskał przytomność.
Okazało się, że nie umiał pływać, idąc po dnie jeziora w pewnej chwili utracił grunt i zaczął tonąć.
Nad wodą odpoczywał z żoną.
Jacek Taradajczyk jest sierżantem sztabowym, pracuje w policji od piętnastu lat. W sumie jest człowiekiem młodym.
Jego czyn nie wymaga komentarza. Uważa, że postąpił tak, jak powinien był postąpić. W ośrodku wypoczynkowym nie było niestety ratownika. Taradajczyk spełnił więc jego rolę. Gdyby tego nie zrobił mężczyzna z pewnością utonąłby. Pogotowie ratunkowe przyjechało z Chojnowa dopiero po dłuższej chwili.

Jerzy Wilk – Olkusz
Wniosek o nagrodę dotyczy zasług Jerzego Wilka w ratowaniu2-letniego chłopca, który zaginął w Racławicach, gdzie został pozostawiony u babci przez rodziców. Zdarzenie miało miejsce 30 listopada 2014 roku.
Aspirant Jerzy Wilk pełnił wtedy służbę w Komisariacie Policji w Krzeszowicach. Wiadomość o zaginięciu dziecka nadeszła o godzinie 810. Parę minut później (o 815) wyjechał wraz z pracownicą referatu kryminalnego Komisariatu w Krzeszowicach do miejsca zdarzenia w Racławicach. Był tam już jeden patrol policji z Krzeszowic, dwa patrole policji z Krakowa i pięć jednostek straży pożarnej (ochotniczej i zawodowej). Dziecka jeszcze nie znaleziono.
Dopiero po kilkudziesięciu minutach nadeszła wiadomość, że dziecko zostało odnalezione i znajduje się w jednym z domów w Racławicach. Udał się tam natychmiast aspirant Jerzy Wilk. Zastał wielu policjantów i strażaków, w tym zastępcę Komendanta Komisariatu Policji w Krzeszowicach będącego jednocześnie druhem Ochotniczej Straży Pożarnej w Czernej (gmina Krzeszowice). W mieszkaniu było też wiele osób postronnych.
Dziecko półnagie leżało na podłodze, przy czym (na szczęście) akcji jego ratowania jeszcze nie rozpoczęto, trwały bowiem dyskusje od czego ją rozpocząć; od owinięcia kocami w celu ogrzania, od masowania ciała, zwłaszcza nóg i rąk, czy też od wsadzenia dziecka pod kołdrę na wersalce.
Jerzy Wilk przejął od swojego szefa w Komisariacie Policji w Krzeszowicach Michała Godynia funkcję kierowania akcją ratowania dziecka. Ukończył on bowiem szkolenie w zakresie udzielania dzieciom pierwszej pomocy przedmedycznej.
Na początek opróżniono z ludzi salę, w której znajdowało się dziecko, następnie wyznaczono funkcjonariusza policji, który rozpoczął resuscytację krążeniowo-oddechową u odnalezionego chłopca.
Stan chłopca był bardzo ciężki; brak oddechu, klatka piersiowa nie podnosiła się, chłopiec nie reagował na żadne bodźce zewnętrzne, w dotyku był zimnu i nieprzytomny, na tętnicy szyjnej nie było wyczuwalnego tętna.
Jerzy Wilk rozpoczął masowanie serce, przez uciskanie mostka jedną dłonią w tempie 100 na minutę, przedzielając je 2-ma wdechami na 30 uciskań mostka. Proces ten trwał 10-15 minut.
W międzyczasie przybył zespół ratowników medycznych z SOR Jerzmanowice. Jeden z ratowników zmienił Wilka i kontynuował masaż serca. Drugi ratownik przy pomocy worka samorosprężalnego przejął oddychanie, a następnie podawał dziecku tlen przez maskę.
Akcja ratowania przedłużała się, gdyż helikopter Pogotowania Ratunkowego z Krakowa nie mógł przylecieć ze względu na złą pogodę. Jerzy Wilk poprosił więc koordynatora Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego o przysłanie z Olkusza, ze szpitala „Nowy” karetki specjalistycznej. Przyjechała ona po 20 minutach.
Koordynator akcji ratowniczej z Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego przekazał za pośrednictwem Jerzego Wilka zespołowi medycznemu karetki, polecenie, by przez całą drogę do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu kontynuować masaż serca i podawanie tlenu.
Dzięki tak przeprowadzonej akcji dziecko udało się uratować, w czym niebagatelną rolę odegrał aspirant Jerzy Wilk.
Nie pozostało to zapewne bez wpływu na jego awans na stanowisko Zastępcy Naczelnika Wydziału Kryminalnego KPP w Olkuszu.

Robert Worożański – Namysłów
Robert Worożański jest starszym ogniomistrzem w Państwowej Straży Pożarnej.
Na wyróżnienie zasługuje uratowanie przez niego życia ludzkiego w miejscowości Smarchowice Wielkie w gminie Namysłów. 30 października 2014 roku przebywając na polu uprawnym zauważył leżącego przy drodze mężczyznę, który wyglądał na nieprzytomnego. Worożański stwierdził u niego brak tętna i oddechu a także zasinienie twarzy. Przystąpił więc do akcji ratowniczej w postaci masowania klatki piersiowej przerywanego co jakiś czas oddychaniem usta-usta. Przechodzącą przypadkowo osobę poprosił o wezwanie pogotowia ratunkowego. Przybyło ono po 10 minutach.
Dzięki akcji ratowniczej podjętej przez strażaka chory odzyskał funkcje życiowe. Placówka służby zdrowia przywróciła go następnie do życia.

Goście na stronie

989019
dziś
wczoraj
ogółem
462
563
989019

Internauci o pogotowiu

Facebook

Kalendarium


Dzisiaj jest: Piątek
23 Lutego 2018
Imieniny obchodzą
Bądzimir, Damian, Florentyn, Łazarz,
Piotr, Romana, Roma, Seweryn

Do końca roku zostało 312 dni.
Zodiak: Ryba

Kompozycje Piotra Figla

Podziękowania dla Piotra Figla za udostępnienie
swoich kompozycji.